to był piękny czerwcowy dzień na spacer
chwilę na świeżym powietrzu spędziła także para, która niedawno opuściła SzwaczAnkową linię produkcyjną
nie mają właścicieli i imion, ale bardzo się lubią, co widać na zdjęciach
co tu dużo pisać- zapraszam na fotorelację z wycieczki!
kolejny model królika zwany Krzysiem trafił do swojej właścicielki
od razu zyskał nowe imię
przedstawiam Wam KUBĘ!
Kubę uszyłam (jeszcze wtedy nie wiedziałam, że będzie Kubą) dla Igi, która jako pierwsze dziecko testowała ze mną podczas zabawy Krzysia
tu zdjęcie z tej ekscytującej zabawy w gryzące psy
Iga chciała mieć swojego królika, ale koniecznie w spodniach
zajrzałam więc w swoje materiały i od razu wpadł mi w oko miętowy kolor
to był strzał w dziesiątkę!
a kiedy skończyłam szyć, wiedziałam że miejsce na sesję fotograficzną dla tego cudaka może być tylko jedno: bez!
Kuba ma jeszcze czapkę, ale dziwnym trafem nie załapała się na ani jednym zdjęciu (chyba muszę ją udoskonalić) :)
tak wyglądało zapoznanie Igi z Kubą
a tak wygląda Kuba po kilku dniach zabawy
Iga się bawi a SzwaczAnka cieszy się z pięknej laurki!
Dziękuję!
pamiętacie koleżanki Krzysia z tego posta ?
Agatka i Marysia, ich nowe właścicielki, zafundowały mi w zamian taką niespodziankę
laurka przedstawia dzień i noc
warto szyć?
spędzać popołudnia i wieczory przy maszynie?
patrzeć i denerwować się na wszechobecne nitki?
pruć i zszywać, pruć i zszywać?
po takich gestach stwierdzam, że taaaaaaak!
ten znak zapytania w tytule posta nie jest przypadkowy
to miał być koń
ale co wyszło, to sama do końca nie wiem
jedno jest pewne, to zwierzątko ma w sobie sporo uroku
od jutra będzie, mam nadzieję, cieszyć swojego właściciela
nie wiem, czy nie zacznie robić się nudno na moim blogu
wyszła sobie spod maszyny kolejna królicza tilda
od razu przyszło mi do głowy, że musi ona odwzorowywać pogodę, która jeszcze do wczoraj nas rozpieszczała
tym razem uszyłam więc wiosenną sukienkę
czy pisałam już jaką satysfakcję i radość przynosi mi szycie tych uroczych królików
właściwie nie powinnam nazwać tego procesu szyciem, ale tworzeniem (wow!)
dlaczego?
każdy kolejny etap nadaje charakteru tym lalkom
na początku są takie nijakie
by na końcu stać się eleganckimi albo zwiewnymi, poważnymi albo radosnymi
a wszystko w moich rękach!
no ale najbardziej jak zwykle z nowej koleżanki cieszył się Krzysiu
Krzysiu już nie jest samotny
od niedawna towarzyszą mu dwie urocze królice (hmmmm...może lepiej by brzmiało królowe? :))
dziewczyny nie mają imion, bo wkrótce trafią do dwóch siostrzyczek, które na pewno nazwą je po swojemu
te królicze tildy zabierają sporo czasu, jednak moment kiedy są już gotowe zawsze łączy się z wielkim uśmiechem na mojej twarzy
no i w końcu zabrałam się za wykorzystywanie kuponów materiałów, które zalegają w szafie... wow:)
następna tilda już prawie skończona
będzie bardzo wiosennie
zapraszam wkrótce!
chyba cofam się w rozwoju
uszyłam sobie przyjaciela
z dumą przedstawiam Wam Krzysia :)
Krzysztof to szalony gość
można powiedzieć, że jest wielkanocnym królikiem- powstał bowiem w ramach świątecznego zrzucania kalorii przy maszynie
i od razu ruszył w świat
był już zagranicą, ale zdecydowanie woli rodzinny ogródek
Krzysiu, jak jego właścicielka, lubi wygrzewać się w pełnym słońcu
postanowił jednak poszukać pozostałych oznak wiosny
znalazł nawet kwiatki w kolorze swoich spodenek
na tej wiosennej wycieczce nie skończyło się jednak testowanie Krzysztofa
przeszedł próby w zabawie z pewną szaloną pięciolatką
ta poza nie wymaga komentarza :)
Krzysiu nadaje się i do zabawy i do wiernego towarzystwa
chętnie uszyję Ci Twojego własnego Krzysia!